Wiktor K. i rozkład PKP

Posted on Sierpień 7, 2007. Filed under: dziennik, zen |

Kumpel miał kiedyś gościa z Japonii. Japończyk był zachwycony naszą techniką – pociągami, autobusami, wszystkim: „oldskulowe” – mawiał. Wczoraj miałem okazję się przekonać o tym.
Czeka się na pociąg. Zachodzi słońce. Peron rozpada się w proch: kiedyś była to porządna stacja, kasy były, zapowiedzi przez megafon, a na drugim końcu peronu nawet toaleta w murowanym baraczku. Teraz po jednym, zarośniętym trawą torze spaceruje pół-dziki kot. Baraczek straszy i niszczeje. Budynek stacji, ogołocony prawie ze wszystkiego, jest wspomnieniem dawnej świetności: w nocy dobrze jest mieć ze sobą latarkę, by nie zabić się na schodach. Są strome, nieoświetlone (lampa jest, ale miejscowy „element” lubi w nią rzucać kamieniami) i oblane rozmaitymi podejrzanymi płynami (ww. element miałby tu coś do powiedzenia).
Pociąg się spóźnia. Na pociechę jest widok: Las z prawej i senne, niedzielno-siestowe miasto z lewej. Jeśli jest sezon, dochodzą aż tutaj odgłosy meczów żużlowych. Jeśli pełna godzina, dwa hejnały (z ratusza i z bazyliki). W oddali kominy i chłodnie elektrowni. Z drugiej strony – Paruszowiec, stare i nowe hale fabryczne.
Pociąg przyjeżdża wreszcie. Są wakacje, więc niewielu ludzi jeździ tą trasą: to chyba upoważnia PKP do puszczenia na tory czegoś, co Japończyka ucieszyłoby z pewnością. To taki stary, piętrowy skład, gdzie okna otwiera się na korbkę.
Wsiada się, zajmuje miejsce z daleka od słońca i wgapia za okno. Pociąg się wlecze, więc na wszystko można się odpowiednio zagapić: na rdzewiejące tory, rozwalone budynki dworców, trawę porastającą perony, na dziwną architekturę niektórych rozdzielni (zawsze mają kształt wielkiego, zapełnionego wajchami pudła – i zawsze w oknach jest pełno kwiatów).
Pamiętam, że jadąc koleją w Czechach przeżyłem szok – wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak buduje się nową linię kolejową. Tu, gdzie mieszkam, kolej to królestwo „oldskulowe”: panuje tu majestatyczny, romantyczny rozkład.
Szybko przestaje się mieć nadzieję na przyjazd o czasie, na wygodną podróż. „Oldskul” ogarnia cię w mgnieniu oka i zanim się na dobre usadowić, już jest się w odpowiednim humorze: cieszy cię ślamazarny rytm, łoskot, zapach rozgrzanego metalu. Zagapiasz się, zamyślasz.
Maryla Rodowicz ze swoim „wsiąść do pociągu…” mogła zaistnieć tylko u nas – ciekawe, czy jest muzyka zainspirowana TGV lub Shinkansen?

Make a Comment

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Liked it here?
Why not try sites on the blogroll...

%d bloggers like this: