Wiktor K. rozmyśla nad hossą i bessą
Na giełdach panika. Myślałem, że mnie to nie dotknie, ale jednak mam parę groszy na funduszu inwestycyjnym, i śledzę, bo w zależności od koloru indeksów zyskuję - lub tracę - parę złotych dziennie. Dla mnie to jednak ma szerszy wymiar niż tylko procenty i dolary.
Czytałem wczoraj na blogu “Get Rich Slowly” Wpis gościa, który wyprowadził się z dużego domu do mieszkania - a potem sprzedał mieszkanie i samochód i przeprowadził się do karawanu. W USA to już prawie synonim ubóstwa, a osiedla takich przyczep uważane są za skupiska ludzi, którym w życiu coś nie wyszło. Relacja tego człowieka nie była jednak historią porażki, wprost przeciwnie. Był dumny z tego, że udało mu się obniżyć koszty, że pozbył się tylu niepotrzebnych rzeczy, że jest samowystarczalny.
Nagle okazuje się, że ludzie mieszkający w przyczepach, otaczający się minimalną ilością rzeczy - że tacy ludzie mogą poradzić sobie w Ameryce lepiej niż ci, którzy wzięli kosztowne kredyty hipoteczne, mają ogromne domy i jeżdżą po gazetę swoim SUV. Ta amerykańska samowystarczalność - coś, co w monotonnym krajobrazie przedmieść łatwo utracić, przegapić - okazuje się być znowu cechą przydatną, o wiele bardziej niż konformizm i pęd ku posiadaniu. Ameryka znów nagradza tych, którzy nie boją się mieć swoje zdanie.
Co będzie dalej? Co to dla mnie oznacza? Poczekamy, zobaczymy. Robi się naprawdę ciekawie, i bardziej mnie to motywuje, nakręca niż hossa. W każdym razie - głupio sądzić, że już zawsze będę nagradzany tylko za posiadanie pieniędzy. Do pracy!